czwartek, 19 stycznia 2017

O naturze ludzkiej (2)

Skąd biorą się hamulce, które powstrzymują nas przed tym wszystkim, co określa się jako złe, niegodziwe, godne pożałowania?
Kiedy mówi się o ludzkim instynkcie samozachowawczym, zwykle myśli się o jego biologicznej stronie, o instynkcie typowym dla wszystkich zwierząt. Ten instynkt w człowieku musiał jednak zmienić się w ciągu tysięcy lat ewolucji.
Bodziec tej zmiany widzę w prawie. Rozumianym szeroko – nie tylko jako prawo wyłożone eksplicytnie. Ale skupmy się na takim. W czasach Hammurabiego syn podnoszący rękę na ojca straciłby ją; dziś kajdan spocząłby już prędzej na przegubie rodzica, który ośmieliłby się dać klapsa dziecku. Jeszcze niedawno klapsy były czymś względnie normalnym i – według niektórych świadectw dorosłych wyrosłych na klapsach – skutecznym. Obecnie rodzic bałby się wymierzyć dziecku taką karę, by samemu nie zostać ukaranym. Na sumienia [o tym, czym jest owo sumienie, innym razem] działa też niewątpliwie nazywanie klapsów biciem i określanie niezastąpionym epitetem „złe”.
Albo dlaczego nie pijemy na umór i nie ćpiemy do zdechu? Co nas powstrzymuje? Otóż wystarczy przejść się po mieście i popatrzeć na żebrzących o kilka groszy alkoholików; widok taki, prócz tego, że łamie serce, w większości przypadków ma też podprogowe działanie perswazyjne, tak jak negatywne sądy niektórych osób na temat pijaków, narkomanów etc. To wszystko sprawia, że najczęściej postanawiamy nie skończyć w taki sposób.  I, lekko przestraszeni, posłusznie wracamy do klatki konwencji.
Tak więc widzę dwie możliwości: 1) hamuje nas czysto zwierzęcy instynkt samozachowawczy ORAZ społeczne konwencje, nakazy i zakazy, albo 2) to drugie stanowi aktualizację pierwszego programu. [O tym, jakie konsekwencje niesie taki stan rzeczy, innym razem].
Powyższy wniosek jest o tyle wartościowy, iż przecina nudny spór o to, czy ludzie są bardziej ludzcy, czy bardziej nieludzcy od zwierząt sensu stricto [operuję starą, naiwną opozycją ludzi i zwierząt wyłącznie w celach praktycznych]. Zwierząt po prostu nie obowiązują nasze normy, którym mogłyby się one wyrwać, którym mogłyby się przeciwstawić. I nie transponujemy naszych norm na ich świat, np. nie domagamy się od lisa, żeby zostawił kury w spokoju, ponieważ jest to „złe” = niezgodne z prawem/obyczajem [bo to jedyna słuszna definicja zła].
Ale niech no państwo lub inna wpływowa, szanowana instytucja wyznaczy nagrodę za moją głowę w dosłownym znaczeniu tych słów – a nie wątpię, że znajdą się chętni, i to chętni, którzy przedtem nigdy nie pomyśleliby o zabiciu innego człowieka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz