Może on też próbował, choćby za cenę ojcowskich łez, dotknąć słońca. Wyobrażam sobie cudowne ciepło towarzyszące mu tam w górze, topnienie wosku wiążącego umysł.
A potem - rozpaczliwe spadanie. W dół, w dół, w dół -
i radosne niedowierzanie, ułamek sekundy przed zderzeniem ze słońcem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz