środa, 22 marca 2017

Aneks do dyskusji o falsyfikacjonizmie i obiektywizacji wiedzy

Wczoraj po metodologii badań językoznawczych dyskutowaliśmy z Błażejem i Patrykiem na temat obiektywizacji wiedzy. Licząc na to, że wymienieni Koledzy wypowiedzą się w swoim imieniu i okraszą moją blogową niedziałalność choćby jednym komentarzem, nie będę referował Ich poglądów, natomiast pokrótce sformułuję własne, by ani ja, ani Koledzy nie mieli wątpliwości, co miałem na myśli (w werbalnej dyskusji łatwiej o nieporozumienia).
Jako zwolennik konstruktywizmu, może nawet konstruktywizmu radykalnego, nie wierzę ani trochę w termin "obiektywny", "zobiektywizowany" etc. Jak można zobiektywizować coś, co z natury rzeczy jest subiektywne? Wszelkie nasze próby opisania świata są wyłącznie myślowymi konstruktami; gdybyśmy przyłożyli do zjawisk inne miary, otrzymalibyśmy inne wyniki, inną naukę. Daleki jestem od twierdzenia niektórych, że każdy człowiek niejako żyje w matriksie i "śni" świat; u podstaw takiego twierdzenia dostrzegam błąd logiczny: jeśli każdy z nas śni ten świat, w tym również innych ludzi, to jak w ogóle można mówić o każdym? Jestem tylko ja i moja senna mara: nie da się zatem mówić o podmiotach śniących, bo każdy sen pozostaje w stosunku do innego w stosunku rozłącznym, nie przecinając go ani nawet nie dotykając. Więc albo zwolennicy self-matriksa mają rację i nie istnieją naprawdę, albo istnieją nie mając racji.
Ale wyszedłem od konstruktywizmu i pojęcia obiektywizacji: moim zdaniem NIE ISTNIEJE wiedza obiektywna. Co najwyżej mógłbym uznać, że wiedza obiektywna to nieszczęśliwy termin znaczący w istocie intersubiektywną dostępność i aprobatę. Jeżeli jakaś cząstka wiedzy ugruntowała się na tyle, że wszyscy traktują ją jako aksjomat i nie próbują negować, wiedza ta może być w powyższym sensie "obiektywna", jako w danym czasie i w danej kulturze oczywista, tak jak realność obiektów niewątpliwie istniejących w rzeczywistości pozajęzykowej. Inna rzecz, że nasze postrzeganie zarówno tych obiektów, jak i wiedzy, było, jest i będzie zawsze spętane językiem.
Ale w pełną obiektywizację wiedzy nie wierzę. Natomiast uważam, że obowiązkiem badacza jest dążenie właśnie do obiektywizacji: do takiego hartowania teorii w ogniu krytyki, by stała się odporna na wszelkie kontrargumenty. Badacz, który nie wierzy w prawdziwość tego, co stara się udowodnić, i który w celu zastąpienia wiary pewnością nie szuka dziur w całym lub nie dziurawi na próbę, nie jest godzien miana badacza. Albo uprawiamy naukę, siłą rzeczy przeznaczoną dla ludzi i łaknącą ich aprobaty, albo zamknięci w naszym pokoiku bawimy się w mrzonki i pamiętnikarstwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz