Dziś na spacerze z psem, widząc, jak kręci się w kółko i węszy z niezwykłym podnieceniem, doznałem olśnienia. Zapewne przeskokowi iskry sprzyjało również przedwczorajsze (w wieczór newsa o śmierci Chestera) obejrzenie "Zapachu kobiety". Iskra była na tyle silna, że po powrocie do mieszkania i rozkulbaczeniu psa napisałem wiersz, pierwszy po prawie dwumiesięcznym okresie twórczej remisji.
Obserwując zwierzaka i jego miotanie się na lewo i prawo za zapachem, poczułem i zarazem pojąłem, jak to jest być niewidomym. Wonie muskają twój zmysł węchu jak unoszące się w pokoju nitki kociej sierści. Fruwają w powietrzu niby motyle czy ważki, albo nasiona dmuchawca; przelatują koło ciebie, skupiają się na chwilę, po czym rozpływają i nikną - a ty gonisz za nimi, próbując zinterpretować, aby móc stwierdzić, czym jest źródło zapachu oraz jakie jest jego położenie.
Jak ten pies.
Nie zrozumcie mnie źle: na pewno nie chciałbym stracić wzroku ani też nie bagatelizuję tragedii osób niewidomych, przeciwnie: współczuję im niezmiernie, sam, wręcz chorobliwie, kocham poić oczy pięknem świata. Ale dziś przyszło mi do głowy, że my widzący naprawdę wiele tracimy z otaczającej nas rzeczywistości. To tracenie jest naturalną koleją rzeczy: mając pewne zdolności (zmysły) prymarne i na nich opierając naszą percepcję, nie korzystamy zbytnio z sekundarnych. Z tym że gdybyśmy z jakiegoś powodu przestali widzieć, wątpliwe, czy potrafilibyśmy się cieszyć doznaniami, które dziś wydały mi się tak cudowne i godne spróbowania. Spróbowania - nawet jeśli sąsiedzi mieliby dziwnie patrzeć na dorosłego mężczyznę, który z zamkniętymi oczyma węszy, kręcąc się w kółko.
sobota, 22 lipca 2017
poniedziałek, 3 lipca 2017
a dziwne marzenia goreją jak słońca
Po pokryciu twojej ulubionej drogi asfaltem już nigdy nie zagłębisz podeszwy w jej ciepłym, mącznym piasku. Już nigdy auta nie będą jeździć tędy tak wolno i cicho. Wszystko przyspieszy; nawet nie będziesz w stanie rozkoszować się pięknem horyzontów, skupiony na tym, żeby nie zostać rozjechanym.
A psy? Pół biedy, jeśli tylko szczekają na ciebie, gdy idziesz; najgorsze są te wieszane, czy może wieszające się, na tobie.
Nawet nie potrafisz podziwiać piękna iście Verlaine'owskich zachodów słońca, czy światła księżyca, który "smuci się", gdy "we łzach serafiny ze smyczkiem w palcach w oparach doliny cienistej snują z wiol nutę ściszoną". Świat niknie przed tobą w wielkiej, niedomytej cipie, w wargach sromowych wykrzywionych drwiąco.
A ty jesteś w stanie pukać tylko ten cholerny asfalt, w nadziei, że twoja droga jeszcze jest tam, słyszy.
A psy? Pół biedy, jeśli tylko szczekają na ciebie, gdy idziesz; najgorsze są te wieszane, czy może wieszające się, na tobie.
Nawet nie potrafisz podziwiać piękna iście Verlaine'owskich zachodów słońca, czy światła księżyca, który "smuci się", gdy "we łzach serafiny ze smyczkiem w palcach w oparach doliny cienistej snują z wiol nutę ściszoną". Świat niknie przed tobą w wielkiej, niedomytej cipie, w wargach sromowych wykrzywionych drwiąco.
A ty jesteś w stanie pukać tylko ten cholerny asfalt, w nadziei, że twoja droga jeszcze jest tam, słyszy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)