niedziela, 9 kwietnia 2017

Donnie Darko albo rozmyślania o czasie

Niektóre rzeczy są dla nas oczywiste. Na przykład czas. Przyzwyczailiśmy się do niego tak bardzo, że nawet mnie trudno jest uwierzyć w coraz silniej atakującą mnie myśl, iż czas – w naszym rozumieniu, jako pewna ciągłość temporalna – nie istnieje.
Wyobrażam sobie, jak obrzucacie mnie zegarkami, kalendarzami, wyliczacie w twarz godziny, dni i lata, opowiadacie o chrzcie Polski i powstaniu warszawskim, które przecież nie zdarzyły się w tym samym momencie… No dobrze.
Ale kto wymyślił godziny, miesiące, lata? Człowiek. Przecież nie pytamy naszych psów o czas. Żaden organizm na Ziemi nie dzieli tego, co machinalnie nazywamy czasem. Żaden – poza nami, ludźmi.
Można to zobrazować w następujący sposób: mamy przed sobą ścianę, gołą, pustą ścianę. I tylko tyle możemy o niej powiedzieć; nie przychodzi nam do głowy, żeby tę ścianę dzielić i nazywać poszczególne części. Ale co się stanie, jeśli wyłożymy ową ścianę panelami? Otóż będziemy mogli liczyć równiutkie panele: pierwszą, drugą, trzecią, czwartą… I kto od tej pory pomyśli o nagim, bezbarwnym, jednorodnym kawale przestrzeni kryjącym się pod drewnem?
A przecież tak, jak był ścianą, tak jest nią i teraz, z panelami włącznie, choć to one jako pierwsze rzucają się w oczy, a w przeciwieństwie do tego, co pod nimi, są policzalne (jako dziecko bawiłem się w ich liczenie). Tak jest w moim przekonaniu z czasem: podzieliliśmy go precyzyjnie do bólu, ten podział rządzi nami, dyktuje warunki, wpędza w rozpacz i uświadamia przemijanie – ale, porzucając bezsensowną aksjologię, zastanówmy się lepiej: co tak naprawdę nazwaliśmy? Jeśli desygnat „ściany” jest tak tajemniczy i nieokreślony, a pokryty czymkolwiek nadal pozostaje ścianą, co kłębi się w najgłębszej warstwie semantycznej „czasu”, pod zwałami sekund, minut, godzin, dni, miesięcy, kwartałów i lat?
Czy to możliwe, że „czas” jest właściwie przestrzenią, a przeszłość i przyszłość to, z jakiegoś powodu [najczęściej] niewidoczne dla nas, odcinki na tej samej drodze, którą toczy się teraźniejszość? Niewidoczne dla nas… Ale przecież tak samo niewidoczne dla nas jest wszystko, co dzieje się poza naszą percepcją. W każdym „momencie” widzimy i słyszymy tylko okruch rzeczywistości. Nikt jednak, poza radykałami, nie kwestionuje istnienia świata niezależnie od naszego horyzontu zmysłowego. Może więc „momenty” minione i przyszłe także gdzieś tutaj istnieją, tyle tylko, że nie jesteśmy w stanie ich zobaczyć, bo po prostu nas tam nie ma?

Powyższe myśli to tylko szkic. Na pełne, głębokie do obłędu rozważania nie nadszedł jeszcze czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz