Kompozytor ma do dyspozycji instrumenty i dźwięki.
Malarz – pędzle i farby.
Poeta
– znaczenia i ich brzmienia.
Wybór
znaczenia determinuje A) brzmienia w sensie makro i B) brzmienia w sensie mikro.
Ad.
A) Np. poezja polityczno-propagandowa może, wyłączywszy rytm i rym dyktowane
celem trafienia do mas, całkowicie ignorować makrobrzmienia lub postawić na
ostrość, rwanie, skandowanie, podczas gdy poezja nastrojowa będzie operowała
raczej łagodnymi tonami, melodyjnością, delikatnością fraz itp.
Ad.
B) Chodzi o bardzo wysublimowany dobór słów ze względu na dźwiękowe walory.
Należy przy tym pamiętać, że tradycyjny podział na sylaby jest w tym wypadku zwodniczy
i niewystarczający, por. płomień : obrzęk;
bezsenny : niezgodny, gdzie drugi z dwóch równozgłoskowych wyrazów nie
płynie swobodnie jak pierwszy, ale jest poddawany swoistemu „hamowaniu
pulsacyjnemu” – co wynika z rodzaju występujących w słowie głosek.
Oczywiście
możliwa jest poezja, w której brzmienia grają rolę pierwszorzędną, a znaczenia
– pomniejszą lub żadną. Desemantyzacja stwarza idealne warunki do muzyczności:
jeśli nie krępuje nas sens, możemy radośnie łączyć podobnie brzmiące słowa,
tworzyć neologizmy, rymować bez opamiętania etc. Taka poezja jest jednak
zaprzeczeniem sztuki słowa, które składa
się przecież z signifie (znaczenia) w nie mniejszym stopniu niż z signifiant (formalnego wykładnika znaczenia).
Wyobraźmy
sobie maskę i twarz wyrazu jako dwie strony tej samej
monety. Wyobraźmy sobie, że tą monetą rzucamy. Wyrzucamy orzeł-signifie – i mamy prozę nieartystyczną
oraz pisma użytkowe. Wyrzucamy reszkę-signifiant
– i otrzymujemy skrajny futuryzm, dadaizm, abstrakcjonizm.
Poezja
jako sztuka słowa powinna zakręcić monetą tak, by orzeł i reszka stały się
jednym w migocącym tańcu; żeby żaden lub prawie żaden element wiersza nie mógł
zostać zastąpiony innym bez dysonansu estetycznego lub/i kognitywnego. Nie
idzie tu wyłącznie o wyrazy, ale też o suprasegmenty w rodzaju intonacji,
akcentuacji, długości fraz, pauz. Dlatego też poeta
w akcie twórczym musi być napięty jak struna, wyczulony na najmniejsze drgania.
Jest jednak poważny problem.
Słowa to mimo wszystko tylko etykietki. Rzeczywistość istnieje mimo języka, a
nawet wbrew językowi.
Czy
poezja mogłaby dotknąć istoty rzeczy, prześlizgując się między wyrazami,
dekomponując ich znaczenia i komponując na nowo? Czy sztuka słowa powinna
przeczyć sobie samej, aby zbliżyć się do Tajemnicy? Czy poeta naturalnie
wychodzący od znaczeń i szukający dla nich brzmień nie startuje z przegranej
pozycji – czym bowiem jest znaczenie, jeśli nie konwencją?
Ale
jeśli słowo składa się z formy planu wyrażania i formy planu treści, to czy
można mówić o mylącym i niewystarczalnym charakterze semantyki z pominięciem
płaszczyzny brzmieniowej, także konwencjonalnej? Jeżeli dekomponować i
rekomponować, to może jednocześnie znaczenia i ich formy, obie strony medalu? Tak,
to wydaje się najwłaściwsze: burzyć skamieniałe znaczenia i poszukiwać nowych,
po czym znaleźć dla nich oryginalne formy wyrazu, inne, celniejsze od użytych kiedykolwiek
wcześniej.